System; Olga Akt IV

Obudziła się na ziemi pod małym skateparkiem na Powstańców Śląskich. Jakiś dzieciak minął ją jak powietrze i donośny dźwięk deskorolki nie pozwolił jej dłużej spać.

Jak mnie bolą plecy… jebane deskorolki.

Spojrzała na telefon. 8:03.

Czy dzieci nie lubią spać? Czy on nie powinien iść do szkoły?

Już od tygodnia mieszkała na Bemowie. Chciała uciec daleko od szkoły, daleko od PANu, a Bemowo jest bezpieczne i nikt z osób, które znała tu nie mieszka. Po ostatnim incydencie na Ochocie musiała uciec dalej. Tyle wstydu nie najadła się nigdy w życiu. Ona. “Genialna dziewczyna, która jest przyszłością świata” poprosiła o pieniądze chłopaka, którego znała z zajęć. Taki wstyd. Od tego czasu nosiła czapkę z daszkiem, którą znalazła na Polu Mokotowskim i wyciągała rękę tylko do rodzin i starszych ludzi.

Nie podniosła się jeszcze przez kilka chwil. Dopiero hałas dwóch kolejnych amatorów deskorolki zmusił ją do wstania.

Ech… kolejny dzień. Przynajmniej jest słońce. Muszę ogarnąć swoje życie do jesieni. Telefon już mi się rozładowuje…

Spakowała śpiwór, wzięła plecak, który służył też za poduszkę i przeszła kilkanaście metrów do McDonalda. Sprawdziła w kieszeni ilość pieniędzy. 24,87. Musi uzbierać trochę więcej. Zamówiła darmową kawę i podłączyła telefon do ładowania.

Błogosławię założycieli McDonalda i ich zespół marketingowy!

Zostać tu czy pójść trochę dalej. Może mogłabym się przenieść do lasu? Bolą mnie plecy od spania na chodniku. Może w lesie byłoby mi wygodniej? Ale tam chyba są zwierzęta. Może załatwię sobie namiot i po prostu rozbije się gdzieś w Lasku Bielańskim. Może Kabackim? Tam jest dużo bogatszych ludzi, więc pewnie jest bezpieczniej.

Telefon zaczął dzwonić. Mama.

Muszę kiedyś odebrać, będzie się bała, że coś mi sie stało.

- Tak, mamo.

- No w końcu! Już 3 dni próbuję się do Ciebie dodzwonić! Ja wiem, że jesteś zajęta, ale do matki mogłabyś oddzwonić.

- Przepraszam mamo, mam dużo rzeczy na głowie ostatnio.

- No ja wiem, wiem. Jak Ci idzie z tym lekiem? Jak wyszły te testy na ludziach?

- Aaaaa, to jeszcze w toku, ale wyglądają obiecująco.

- Strasznie długo to wszystko trwa. A zrobiłaś już jakąś publikację? Nie opowiadałaś mi nawet jak została przyjęta ta ostatnia.

- No bo… nieszczególnie mamo. Nikt się specjalnie nie zainteresował nią. Na zwierzętach dużo rzeczy wychodzi, ale póżniej rzadko się przekłada na człowieka, wiesz jak jest.

- A już trochę lepiej Cię traktują? Już masz trzydzieści lat, powinni Cię zacząć szanować w końcu.

- Tak, mamo. Już trochę lepiej.

- To dobrze.

- A co u Ciebie?

- No u mnie po staremu. Plecy mnie bolą trochę, zdrowie już nie te. Do lekarza muszę się znowu przejść, bo codziennie wstaję i bolą, jak chodzę bolą. Co to za życie.. A z innych rzeczy to Zaczenikowej córka wróciła z Warszawy właśnie do domu. Taka hańba. Oni tyle się starali, żeby jej lepsze życie dać, a ona sobie nie poradziła. Biedna Zaczenikowa. Ta ich córka to jakaś głupia musi być, naprawdę. Nie to co Ty. Ona tam sprzątała chyba. Do sprzątania to ciągle szukają przecież, ja zupełnie nie rozumiem jak ona mogła sobie nie poradzić.

- No wiesz mamo, nie jest tak łatwo wcale, a jednak w domu to bezpiecznie i spokojnie, przynajmniej na przerwę, żeby sobie odpocząć od tego miasta i stresu ciągłego. Mi by się też przydała jakaś przerwa.

- Odpocząć to trzeba mieć po czym! Jak uda się ten lek w końcu wprowadzić, to przyjedź na 2 tygodnie i sobie odpoczniesz w domu.

- Tak, mamo.

- No nic. To wracaj do pracy. Powodzenia! I odbieraj telefony od matki!

- Dobrze mamo. Do usłyszenia.

Czyli z powrotu do domu nici… Może w MONARze albo PCK daliby mi jakiś namiot i mogłabym pojechać sobie się rozbić w lasku kabackim. Tam nie chodzi policja specjalnie, więc miałabym spokój na noc.

Sprawdziła baterię. 23 procent. Ładuje.

Jezusie. To potrwa wieki… Czy mogę zostawić tu telefon i ogarnąć się w toalecie? Chyba nikt go nie zabierze, a nawet jeśli to w sumie co za róznica..

Wzięła plecak i śpiwór i poszła do toalety. Umyła zęby, wyszczotkowała włosy, obmyła trochę pachy i posmarowała się dezodorantem. Wciąż była bardzo atrakcyjna. Włosy już nie miały takiego błysku i trochę poszarzały, mogła znaleźć kilka wyprysków na twarzy, ale wciąż większość facetów na ulicach się za nią oglądało. Schudła może trochę za bardzo, ale w dzisiejszych czasach to przecież atut.

Fuuuuuuj, mam już takie długie włosy pod pachami. Nic dziwnego, że śmierdzę. Muszę się ogolić koniecznie. I umyć włosy. Jak ja wyglądam…

Nie wyglądała na bezdomną, tylko na niezadbaną. Do łazienki weszła pani w garsonce, zobaczyła szczoteczkę na zlewie i spiorunowała ją spojrzeniem.

Chyba nigdy się nie przyzwyczaję do tej pogardy… Może po prostu zamiast do lasu, poderwę dziś kogoś. Naprawdę mogłaby mi się przydać kąpiel i spanie w normalnym łóżku. Plecy mnie ciągle bolą…Wstaję bolą, kłade się spać bolą. Jezusie. Jestem jak moja matka!

Pani wyszła z toalety, więc ona wyszła, żeby nie stać z nią przy umywalce.

Czy telefon dalej się ładuje? 41%. Może gdzieś w parku jest dziś joga?

Podłączyła się do WiFi i sprawdziła. Joga była, ale na Żoliborzu. Za 3 godziny.

Jak już mam internet to może sprawdzę co się dzieje…?

Bała się otwierać jakiekolwiek wiadomości. Najpierw weszła więc na maila. Oprócz dziesiątek newsletterów wszelkiej maści, na które kiedyś się zapisała, znalazła dwie wiadomości od swojej promotorki z magisterki. Pisała, że słyszała o niepowodzeniu z ostatnim odkryciem, pytała co sie z nią teraz dzieje i proponowała współpracę w swoim insytutcie. Drugi mail był w podobnym tonie, ale widać było, że martwi się o nią.

Czuła, że zbierają jej się łzy w oczach. Nasunęła czapkę bardziej na twarz.

Kochana pani Majkowska. Ona jedna wciąż we mnie wierzy.

Zamyśliła się na chwilę po czym wyszła z tej wiadomości i zaczęła czytać newsletter o efekcie sanskrytu. Znała naukowca, który opublikował te badania. Poznali się 2 lata wcześniej na stażu w Nowym Yorku.

On został naukowcem w Stanfordzie, a ja zostałam bezdomną w Warszawie… Wcale nie był lepszy ode mnie. Miał szczęście? Może ja miałam pecha. Może trzeba było trzymać sie czegoś teoretycznego, co nie ma żadnego przełożenia na rzeczywistość… Mogłam analizować literaturę. Być teraz szczęśliwą pani doktor historii. Mogłam mieć męża i dzieci. On ma chyba dwójkę… Może sprawdzę messengera.

Wyłączyła większość powiadomień, ale plakietka na ikonce z piorunem pokazywała 7. 7 różnych osób czegoś od niej chce, albo widziało ją gdzieś na mieście.

Czy ja naprawdę chcę to robić? To czysty masochizm.

I tak nacisnęła. Najnowsza wiadomość od Marcina. O 1 w nocy.

Acha. Booty call. Tylko, że nawet nie call.

“Hej

Wiem, że mówiłaś, że nie szukasz niczego na stałe

Ale jak byś chciała to możemy się po prostu pospotykać

Jest teraz nowy film Almodovara w kinie

Możemy się przejść

Jeśli chcesz :)”

Poszłaby do kina, ale przypomniała sobie pulchniutkiego faceta, z którym widziała się kilka dni temu.

Przypomniała sobie obrzydzenie z jakim go całowała kiedy dosłownie rzucił się na nią.

Przypomniała sobie ogromne łóżko w świeżo oddanym do użytku mieszkaniu na Mokotowie i lodówkę pełną pysznych rzeczy importowanych z całego świata.

Przypomniała sobie jak się rozbierał.

Nie, nie mogę sobie tego dłużej robić. Ani jemu. Był naprawdę sympatyczny.

Skasowała konwersację.

Była wiadomość z fanpage niewiarygodne.pl. Boi się otworzyć. Dlaczego niewiarygodne. pl miałoby się do niej odzywać? Musiała do nich napisać jak była bardzo pijana. Chyba ma jakieś flashbacki. Wstydzi się nawet czytać co sama napisała.

“Cześć Olga,

Dziękujemy za Twoją wiadomość. Tak jak sugerowałaś, zapoznaliśmy się z Twoimi badaniami i zrobilismy research o tym jak przebiegła Twoja historia walki z koncernami farmaceutycznymi. Wierzymy Ci. Nie można ufać tym korporacyjnym świniom. Jeśli pozwolisz chętnie opublikujemy i będziemy promować Twoje odkrycie online i w naszym magazynie papierowym. Odezwij się do nas i ustalimy dogodne warunki współpracy dla obydwu stron.

Pozdrawiam serdecznie,

Ewelina Mikucka

niewiarygodne.pl”

Hmmm.. Jedyne osoby, które mi wierzą to świry, które wierzą w magiczną moc piramid, przepowiednie i kosmitów. Ale to potencjalnie jakieś pieniądze. Może mogłabym tam pisać artykuły. Ale czy chcę być twarzą takiego portalu? Może mogliby mi pozwolić pisać anonimowo? Ale to by pewnie podważało ich wiarygodność. Pfff.. ich wiarygodność. Ale tylko oni mi wierzą. Ja jestem społecznie niewiarygodna. Moje miejsce to niewiarygodne.pl. Co sie stało z moim życiem… 62%. Wystarczy. Wystarczy tego czytania, chce stąd wyjść.

Zamówiła jeszcze jedną darmową kawę i wyszła nie wiedząc gdzie tak naprawdę idzie.

Niewiarygodne.pl… Czy naprawdę mogłabym robić cokolwiek z niewiarygodne.pl? Przecież to jakieś bdzety, a moje badania są potwierdzone. Przecież to nie ma sensu, że taki portal miałby publikować prawdziwe wyniki badań. Nikt w nie nie uwierzy. Ale właściwie teraz też nikt mi nie wierzy, a dodatkowo jestem na ulicy. Może przynajmniej płaciliby mi tyle, żebym mogła wynająć sobie jakis pokój? Ale czy po to tyle się uczyłam i starałam, żeby teraz tak wylądować? Jezusie, wynalazłam lek, który zmniejsza guzy rakowe, coś czego ludzie potrzebują, a mam się cieszyć z tego, że wystarczy mi na pokój? Zasługuję na Nobla! A przynajmniej na nagrodę Laskera! Te tępe cioty powinny padać przede mną na kolana!

- Stworzyłam lekarstow na raka! — krzyknęła w stronę nadchodzących przechodniów.

Popatrzyli na nią jak na wariatkę, matka przycisnęła dziecko bliżej siebie i nie patrząc jej w oczy przyspieszyli kroku.

- Nie wierzycie mi? Mogę Wam pokazać badania!

Nie słuchali i przerażeni szli szybko byle jak najdalej od niej.

Przestraszyli się mnie. Jestem dla nich bezdomną osobą, która jest obłąkana. Jak miałabym komukolwiek wytłumaczyć…

Złość przeszła w smutek, a w jej oczach znów pojawiły się łzy. Wciąż miała 24 złote w kieszeni.

Może tylko małą ćwiarteczkę. Co innego mam teraz zrobić… Jak żyć… Nawet już mówię banałami..

Weszła do pobliskiego sklepu. Kupiła 250 ml najtańszej wódki jaką mieli i puszkę Sprite’a. Wzięła też 2 bułki fitness. Przyzwyczajenie. 13,26. Wciąż zostanie jej dycha. Wyszła na zewnątrz i usiadła w pobliskim parczku, a bardziej na ławce pod drzewem, ktorą odwiedzała od dwóch dni.

Napiszę do pani Majkowskiej. Może ona zna kogoś komu mogłaby podsunąć moje badania. Może jest jeszcze jakaś nadzieja, może ona mogłaby je uwiarygodnić. Tylko czy ja chcę ją w to wciągać? Co jeśli skończy tak samo jak ja.. Na ulicy.

Wzięła duży łyk wódki. Nie otworzyła nawet napoju. Rozkoszowała się tym obrzydliwym smakiem i ciepłem rozchodzącym się powoli po jej ciele. Wiedziała, że za chwilę będzie jej lepiej. Odłamała sobie kawałek bułki i zagryzła, rozkoszując się każdym kęsem jak gdyby to był rarytas. Przypominała sobie smak kolacji, na ktorą zabrał ją Marcin.

Polędwiczki wieprzowe w sosie z grzybów leśnych.

Gryzła bułkę wyobrażając sobie tamten posiłek.

A teraz zjem gnochii, ale najpierw wysmaruje je porządnie w sosie.

Pociągnęła kolejny łyk wódki.

Prawie jak tamto białe, chillijskie wino.

Już jest jej lepiej, już może odetchnąć.

Pojadę na jogę i co? Poszukam znów jakiegoś faceta na Tinderze? Mam się znów oddawać za miejsce do spania i kąpiel… kim ja się stałam…

Works in Tech 💻 into art, culture and psychology. IG & Quora @alaisontime

Love podcasts or audiobooks? Learn on the go with our new app.