System; Olga Akt III

Walczyłam już dość długo,

Ciężko by to nazwać pojedynczą próbą.

Codziennie się podnoszę,

Krzyż swej wiedzy wciąż noszę.

W ustach smak herbaty,

Zbyt długo w szklance zostawionej,

Przeżarł mnie tak doszczętnie,

Że wprost nim cała zionę.

Z kimkolwiek nie rozmawiam,

Czują ode mnie ten zapach,

Ten zapach goryczy niestrawionej,

Wewnątrz głęboko uwięzionej.

Dzień po dniu, osoba za osobą,

Odrzucają mnie, uznają za szaloną.

Badań wyniki nie pomagają,

Jakbym zderzała się ze ścianą.

Już tyle osób mnie wyśmiało,

Że ciężko spoglądać w lustro rano.

Mam badań obiektywne wyniki,

Oni uznają, że jestem nikim.

Zapętlam się wciąż w myślach,

Ale nie mogę na to przystać.

Dzień po dniu, osoba za osobą,

Odrzucają mnie, uznają za szaloną.

Prawda narobiła mi wrogów,

Autorytetów uznających się za bogów.

Niszczą mą niewielką reputację,

Masową odczuwam abominację.

Ciągle oceniają me poczynania,

Dokładają do tego wielkie starania.

Już wszyscy to wiedzą,

Walczę z wiatrakami,

Sancha Pansy nigdy nie miałam,

Nikt współpracą ze mną się nie splami.

Dzień po dniu, osoba za osobą,

Odrzucają mnie, uznają za szaloną.

Kupiłam wódki butelkę,

Co więcej mi zostało.

Może na szyję pętelkę?

Ale tylko z kacem obudzę się rano.

Żałosne jest picie do lustra,

Zdaję sobie z tego sprawę,

Przydałaby mi się musztra,

Bo niedługo będę gryźć trawę.

Alkohol pijam głównie wieczorem,

By zagłuszyć przed snem natłok myśli,

Nie jestem jeszcze hardcorem,

A chociaż może coś dobrego się przyśni.

Dzień po dniu, osoba za osobą,

Odrzucają mnie, uznają za szaloną.

Kolejne spotkanie odbyłam,

Kolejne wywracanie oczami,

Co ja w ogóle sobie wyobrażam,

Taka siksa z wielkimi marzeniami.

Pan nawet próbował być miły,

Dziadkowe porady mi dawał,

Prawił by na coś innego przerzucić siły,

Nim ma przyszłość stanie się krwawa,

Czy to była groźba z ust tego Pana?

Czy swe życie stawiam na krawędzi?

Czy moja sprawa jest przegrana?

Co ten stary w ogóle ględzi?

Dzień po dniu, osoba za osobą,

Odrzucają mnie, uznają za szaloną.

Podniosłam głowę o poranku,

W ciele jeszcze czułam alkohol,

Nie mam przynajmniej kaca,

Wciąż czeka na mnie praca.

Maila przy kawie otworzyłam

I najsmutniejszą minę zrobiłam,

Zabrali mi stypendium te skurwiele

A chociaż nie dawali zbyt wiele,

Na akademik i życie jakoś wystarczało,

Oszczędności mam nędznie mało.

Nikt mnie nie zatrudni teraz przecież,

Dopóki im nie udowodnię,

Że rację mam w moim szaleństwie,

Zanurzam się w tym jak w przekleństwie.

Dzień po dniu, osoba za osobą,

Odrzucają mnie, uznają za szaloną.

--

--

Works in Tech 💻 into art, culture and psychology. IG & Quora @alaisontime

Love podcasts or audiobooks? Learn on the go with our new app.

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store