Kiedy wchodziła do zatęchłego mieszkania, przesiąkniętego trudnym do określenia zapachem, nie mogła ukrywać pożałowania dla swojego życia. Może to jest właśnie zapach porażki? To nie jest zapach potu. Pot jest kwaśny, pot to dowód na to, że się starasz. To nie jest zapach sukcesu, nie jest ani trochę przyjemny. Słodko-kwaśny, pełen stęchlizny. Wie! To zapach bezdomności, ale w lekkim stężeniu. Jest bezdomna. Ma mieszkanie, ale jest duchowo bezdomna. To się stało. Musi to zaakceptować. Już nie taksówki i klasa biznes, teraz bieda i współczucie od przeciętnych ludzi. Nie była nigdy tak nisko.

Czuła się oszukana przez horoskopy. Dawały jej poczucie, że wie wszystko, że idzie w dobrym kierunku, że harmonia wszechświata kieruje jej życiem, w taki sposób, żeby odnosiła sukcesy. Tak było w gwiazdach. Dziecko szczęścia. Czego się nie dotknie zamienia się w złoto. I tak było. Do czasu… Horoskop nie ostrzegł jej nigdy, że jest coś więcej, że jej życie ma głębszy wymiar niż tylko powierzchowne romanse i sukcesy w pracy. Musiała się przekonać w trudny sposób. Od dwóch miesięcy była bezrobotna. Tak naprawdę od pół roku, ale miała długi okres wypowiedzenia w swojej korporacji, dzięki czemu mogła pogrążyć się najpierw w bardzo krótkotrwałej euforii, a później w bezkresnej rozpaczy i nieszczęściu.

Zajęła miejsce pod ścianą. Kilka osób usiadło w okręgu. Prowadzący zaczął czytać tekst. Powitanie. Nie miała nic wspólnego z tymi ludźmi. Brzydziła się nimi, a jednak kolejny tydzień z rzędu siedzi z nimi w tej sali śmierdzącej porażką. Nie podobało jej się to, ale była jedną z nich. Odrzucić ego… odrzucić ego — powtarzała sobie teraz niczym jeszcze kilkanaście miesięcy mantry ochronne. Zawiodła się. Nic nie było takie jak wcześniej. Teraz, na dnie, uświadamiała sobie coraz bardziej boleśnie, że musi reewaluować swoje życie. Wyrzucić z niego wszystko co doprowadziło ją na dno i zacząć od nowa.

Czy chce podzielić się czymś z tymi ludźmi? Na terapii przerabia relację z ojcem. Jest to temat rzeka, poświęciła na omówienie go już dziesiątki godzin, powiedzenie o tym przez 4 minuty w grupie obcych nie popchnie go do przodu… Czym innym mogłaby się podzielić? Od siedmiu tygodni żyje w celibacie. Czy to, że powie to na głos coś zmienia? Czy jak powiesz swoje problemy na głos to są one mniejsze? Powątpiewała. Bała się, że jak powie coś o Maćku, Pedro czy nawet o bezimiennych facetach z Tindera, to się rozpłacze. Nie chce, żeby ci ludzie widzieli jak płacze. Nie chce, żeby wiedzieli jak zdemoralizowaną osobą jest. Może przynajmniej oni mogą uwierzyć, że nie jest taka zła, że nie robiła tych rzeczy świadomie. O czym innym mogłaby powiedzieć? O alkoholu może. Piła czasami do snu, jak już nie mogła wytrzymać sama ze sobą, ale wciąż, to że to powie to przecież niczego nie zmieni. Nic nie będzie mówić. Słuchała więc w ciszy historii innych uczestników i pocieszała się w duchu, że nie jest z nią tak tragicznie. Nie brała twardych narkotyków, nie była wykorzystywana w dzieciństwie, nie bała się świata.

- … no więc chodziłem za nią. Jak szła na siłownię to ja stałem za rogiem i czekałem aż wyjdzie. Patrzyłem czy wychodzi sama. Zawsze chowałem się tak, żeby nie mogła mnie zobaczyć. Ostatni raz zrobiłem to 3 dni temu. Po pół rocznej przerwie. Jej widok sprawił, że automatycznie się uruchomiłem. Masturbowałem się później pod jej blokiem patrząc w jej okno.

Spotkania działały na nią trochę jak trampolina. Inni mają gorzej. Ten koleś przecież naprawdę jest niebezpieczny dla otoczenia. Przecież mogły go widzieć jakieś dzieci. Nie powinna się tak rozdrabniać nad sobą. Może nadszedł już czas na powrót na rynek? Na start, przynajmniej poszuka pracy. Może też matka przestanie się zamartwiać? W końcu poświęcała pracy większość swojego dorosłego życia. Może to też było uzależnienie? Dlaczego nic już nie jest proste….

Miting się skończył, a ona wyszła od razu po wspólnej modlitwie. Odmawiała ją z grupą mechanicznie. Nie wierzyła. Nie mogła przez to wejść też na program 12 kroków.

Krok 2 — Uwierzyliśmy, że Siła większa od nas samych może przywrócić nam równowagę umysłu.

Siła, w którą wcześniej wierzyła ją opuściła, nie chciała mieć z nią więcej nic wspólnego. Ziała w niej pustka. Pustka po pracy, po znajomych którzy się od niej odwrócili jak tylko ją zwolnili, po horoskopach, po wierze, po Maćku, po Pedro, po Kubie, po Mateuszu, nawet po Pawle. Czuła się jak wydmuszka. Jej życie nie miało żadnego sensu. Nieznośność lekkości jej bytu przejawiała się w nienawiści do samej siebie. Nie wypełniało jej nic poza tym. Chciałaby znaleźć Boga. Może niczym Tołstoj, wmówi sobie wiarę. Codziennie, regularnie będzie praktykować, zacznie chodzić do kościoła, aż w końcu poczuje. Jest to jakiś plan. Zacznie się modlić od dziś. Tak na serio. Codziennie co najmniej 2 pacierze dziennie. Pamięta jeszcze czego uczyła ją mama. Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo. Może Biblię odświeży? Ktoś musi ją uratować. Ona sama, nawet przy wsparciu psychologa, nie da rady. Żaden facet też już jej nie uratuje. Matka tylko pogorszy sprawę. Jedyne co może ją uratować to Bóg.

W domu wzięła prysznic, wypiła herbatę, posłuchała muzyki. Wiedziała co sobie obiecała. Wieczorny pacierz. Jednak nie mogła się do niego przybrać. Jej umysł nie ogarniał tej idei. Stała przy łóżku i wiedziała, że powinna teraz uklęknąć. Zgiąć kolana. Ukucnęła. Skąd w niej taki opór? Jeszcze niedawno wierzyła, że wróżka powie jej wszystko na temat jej życia, dlaczego teraz nie może po prostu uklęknąć? Zauważyła pod łóżkiem koszulkę. Chcąc ją wyciągnąć, uklęknęła.

- Heh, wystarczyła dodatkowa motywacja — pomyślała i wyciągnęła zakurzony ciuch. Męska, czarna koszulka. Bez znaków szczególnych. Powąchała. Pewnie Maćka. Chociaż w sumie realistycznie może być 2óch innych facetów. Nie miała pojęcia, ale wciąż klęczała i wąchała niecharakterystyczną koszulkę. Brakuje jej faceta, kogoś kto by ją teraz pocieszył. Przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Nie pozwolił jej pogrążać się w tej beznadziei, tylko pomógł się pozbierać. Zaczęła płakać. Szloch przerodził się w ryk. Jej całe ciało się trzęsło. Poszła do łazienki i popatrzyła w lustro. Czerwona, napuchnięta twarz patrzyła na nią żałośnie. Nienawidziła siebie w tej chwili. Gardziła każdą komórką swojego ciała. Potrzebowała zmiany. Już. Teraz. Obetnie sobie włosy! Poszła do biurka po nożyczki do papieru. Będą musiały wystarczyć. Wiedziała, że to co robi jest głupie. Wiedziała, że będzie tego żałować, ale i tak nie mogła się powtrzymać. Pasmo po paśmie obcinała swoje długie do pasa włosy na wysokości brody. Kosmyki spadały do umywalki, a przez zaszklone oczy widziała tylko mniej więcej gdzie tnie. Gdy skończyła, strzepała z siebie pojedyncze włoski za pomocą męskiej koszulki i spojrzała na siebie ponownie. Wyglądała paskudnie. Każdy kosmyk był innej długości. Przez chwilę patrzyła na siebie z satysfakcją. Zrobiła to. Zrobiła coś głupiego, ale jednocześnie odważnego. Zmieniła coś w swoim życiu. Chwilę później uświadomiła sobie jednak, że po prostu nieświadomie powieliła klisze widziane wcześniej w teledyskach i filmach. Spojrzała w lustro jeszcze raz.

- Jesteś żenująca. Jesteś żenującym stereotypem. — powiedziała na głos, zaskakując samą siebie. Pierwszy raz powiedziała coś do siebie na głos. I to było akurat to. Jej życie to żart. To film klasy B, z niedorobionym scenariuszem. Znowu zaczęła płakać. Koszulka, którą wciąż trzymała w ręku robiła się mokra od łez, a ona nie mogła powstrzymać się od produkowania ich więcej i więcej. Jest żenująca. Dorosła kobieta, na podłodze, leżąca wśród swoich krzywo obciętych włosów, wciąż trzymająca koszulkę nieokreślonego faceta przy twarzy. Musi się ogarnąć. Musi coś zmienić. Tak się nie da żyć. Odłożyła w końcu t-shirt na bok. Chciała napisać do Maćka i mu o nim powiedzieć, ale nie była pewna, że to jego. To byłby dopiero wstyd. Podniosła się trochę i uklękła. To już pierwszy krok. Czy trzeba się modlić na głos? Zaplotła palce dłoni i pomyślała:

Boże, jeśli mnie słyszysz, pomóż mi. Potrzebuję jakiejś pomocy. Jakiejś drogi. Nie chcę tak dalej żyć. Nie dam rady tak dalej żyć. Oddaj mi godność. Oddaj mi jakąkolwiek radość życia. Nie będę więcej robić jogi, nie będę więcej stawiać Tarota, nie będę czytać nawet Harrego Pottera (wciąż miała w głowie jak siostra zakonna prowadząca religię w ich szkole opowiadała, że książki o czarodzieju są złem i przemawia przez nie szatan), tylko proszę, błagam!, niech wydarzy się coś co mi pomoże i da jakąś nadzieję….

W jej ciele nie było już chyba żadnych płynów, bo nowe łzy się nie pojawiły. Czuła jak smarki spływają jej z nosa, ale tylko wycierała je tą koszulką. I tak ją wyrzuci za chwilę. W sumie, po co się ograniczać? Wyskmarkała się w nią porządnie. — Spierdalajcie — drugi raz mówi na głos do siebie, chociaż bardziej do wszystkich facetów w swojej głowie. Oficjalnie jest wariatką.

— — -////..,,../’;ll/[[‘;;

Dziś mijały jej 5 miesięcy w abstynencji seksualnej. Czuła się… ok. Dalej nie miała pracy, nie była w stanie się skupić na niczym, oprócz swojego samopoczucia, na dłużej niż kilka sekund. Chodziła na mitingi 5 razy w tygodniu, na terapię indywidualną, na terapie grupową. Żyła jedynie z oszczędności, ale zminimalizowała koszty życia do granic możliwości. Płaciła czynsz, rachunki za telefon, prąd, internet i gaz, bilet miesięczny i gotowała w domu. Mało jadła. Zamykała się w 1000 zł miesięcznie. Może tak pociągnąć jeszcze spokojnie przez rok zanim będzie musiała poprosić o pieniądze. Albo wrócić do pracy. Brakowało jej chodzenia do restauracji, wychodzenia na drinki ze znajomymi, ale musiała ustalić sobie pewne priorytety. Była jak dziecko, odrzuciła wszystko co znała, żeby uczyć się siebie i świata na nowo. Nie było to przyjemne, ale już przestało też być nieprzyjemne. Przyzwyczaiła się już do odkrywania co raz to nowych warstw siebie, które są przykre, ale też, co ważniejsze, powoli uczyła się je akceptować.

Odmawianie modlitw na każdym mitingu oraz co wieczór w domu (jakoś nie mogła znaleźć w sobie siły, żeby robić to też co rano) przynosiło rezultaty — jej wiara rosła. Rozmawiała z Bogiem też w ciągu dnia. Przypisywała mu wszystkie dobre wydarzenia w jej życiu — motyla, który przyleciał do niej, żeby nie czuła się samotnie, trafienie na dobrą terapeutkę po kilkukrotnych zmianach, znalezienie przyjaciółki we Wspólnocie. To wszystko zsyła jej Bóg w odpowiedzi na jej prośby. Jak mogła nie zauważać tego wcześniej? Na 35 urodziny zażyczyła sobie jako prezent, naszyjnik z krzyżykiem. Dla rodziny było to szokiem, ale komunikat był jasny — Ewelina wróciła na łono kościoła.

Szkoda tylko, że już dzieci nie będzie…

Gdy już zaczęły jej się kończyć oszczędności wpadła przez przypadek na Anię. Jej Janek, dzięki poleceniu w Korporacji, został tam sprzedawcą. Pracował już kilka lat i piął się po szczeblach dość szybko. Ten nieudacznik ma dobrą pracę i zarabia krocie, a ona je ciągle kasze z Biedronki. Do czego to doszło.

- No wiesz, u nas koniec końców to się wspaniale ułożyło. Janek pracuje, wykańczamy dom pod Warszawą, Julka wspaniale rośnie, nawet się zastanawiamy nad drugim dzieckiem! Zawsze chciałam mieć chłopca!

Słuchając tego miała poczucie odrealnienia. Jej życie płynęło w zupełnie innym wszechświecie i wszystko co łączyło ją z Anią przestało istnieć. Potakiwała i uśmiechała się do niej. Cieszyła się, że koleżanka jest szczęśliwa, że ma życie, którego zawsze pragnęła, a jednocześnie uświadamiała sobie jak jej daleko jest do takiego punktu. Czy ona kiedykolwiek będzie miała męża, dzieci? Czy w ogóle chciałaby? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć.

- Wiesz, śpieszę się akurat na spotkanie, muszę lecieć, ale wspaniale było Cię zobaczyć. Pozdrów Janka i Julkę uściskaj ode mnie koniecznie! Musimy się jakoś umówić, ja na razie zostaję w Warszawie, więc będzie czas.

- No jasne! Wpadnij to zobaczysz nasz dom! Pa!

Będąc kilka metrów dalej odetchnęła z ulgą. Nie chciała rozmawiać ze swoja najlepszą koleżanką ze studiów ani sekundy dłużej. Czy naprawdę im się udało? Jej, która nigdy nie mogła znaleźć nawet sensownej pracy i jemu, nieudacznikowi ciągle gapiącemu się w niebo? Takim ludziom udało się stworzyć coś o czym każdy marzy? Jak to możliwe, że im się udało a jej nie? Z drugiej strony — czy ona chciałaby się zamienić? Być z jedną osobą do końca życia? Nie wierzyła w prawdziwą miłość, którą ludzie każdego dnia wybierają i są z tym wyborem szczęśliwi. Ludzi się ranią, a później zostają ze sobą bo tak jest łatwiej. Wszyscy łączą się w pary. Zakładają rodziny. Właściwie dlaczego?

Jeśli chce mieć dziecko to już naprawdę ostatni dzwonek. Ale z kim miałaby je mieć? Czy poszłaby do banku spermy? Poszłaby, dlaczego nie, ale co sama zrobi z tym dzieckiem? Samotne wychowywanie to musi być koszmar. Pamięta, jak jej mamie było ciężko, pomimo, że ojciec odszedł jak miała już 5 lat, czyli najbardziej czasochłonna część wychowania już minęła. Musiałaby pracować, zajmować się dzieckiem i sobą. Nie do zrobienia. Nie będzie się tak męczyć. Faceta nie znajdzie tak szybko, żeby to się mogło udać. Może powinna zamrozić jajeczka? To nie takie drogie, ale przy bezrobociu dużo droższe niż mogłaby sobie na to pozwolić… To jej jedyna szansa na dzieci, a ma jej sobie odmówić z powodu kilku tysięcy złotych? Podczas kiedy jeszcze niedawno przeznaczała większe kwoty, żeby spotkać się z Pedrem na kilka dni.

Jej życie było jak te pudła dla dzieci, z dziurkami o różnych kształtach. Miała bardzo dużo różnych klocków, ale żadne z nich nie pasowały do kształtu dziurek. Próbowała mocniej i mocniej je tam wpychać, ale nie przechodziły. Nie mogły. Wyrzucała klocki, które myślała, że już nigdy jej się nie przydadzą i pracowicie kolekcjonowała nowe, z nadzieją, że uda jej się w końcu dopasować jakiś do dziurki. Niestety… Z czasem, w pudełku pojawiały się nowe otwory, ale ze smutkiem obserwowała, że są one w kształtach, których nie ma lub które zdążyła już wcześniej wyrzucić. Nic do siebie nie pasowało, a jak miałoby szanse, to timing był nieodpowiedni. I tak jej życie, jak to pudło, wciąż pozostawało puste.

Może powinna znaleźć nową pracę? Przynajmniej tyle mogłaby zrobić. Rok pustki w CV nie przypadnie do gustu żadnej rekruterce prosto z uniwersytetu. Co te siksy w ogóle wiedzą o życiu czy doświadczeniu? Czuła się o wiele mądrzejsza, dużo lepiej mogłaby poprowadzić zespół z całą psychologiczną wiedzą, którą już posiada, ale pewnie nie dostanie szansy, bo młoda rekruterka nie dopuści jej nawet do poziomu rozmowy z managerem. Chociaż może, może powinna zaryzykować? Nie, nie zrobi tego. Nie jest gotowa na kolejną porażkę. Wróciła do domu kompletnie zmieszana. Ona, zawsze dążąca do celu, zawsze widząca drogę, zawsze mająca plan, nie potrafiła sobie odpowiedzieć nawet na podstawowe pytania dotyczące jej życia. Czy chciałaby teraz być w monogamicznym, zaangażowanym związku i zajść w ciąże? Chociażby zależało od tego jej życie, nie była w stanie odpowiedzieć.

Zapali. Może chociaż trochę poukłada jej się w głowie. Na biurku leżał cały skręt, ale przypomniała sobie, że jeszcze zostało jej trochę z wczoraj. Ostatnio paliła praktycznie codziennie. Otworzyła okno. Zaczął padać deszcz. Otępiała patrzyła jak pada i słuchała tego niepowtarzalnego dźwięku przez okres czasu, który wydawał się godzinami. W końcu odpaliła i zaciągnęła się porządnie. Od razu lepiej. Chaos w jej głowie ustał. Uspokoiła się i nabrała trochę perspektywy. Wszystko będzie dobrze. Wszystko się jakoś ułoży. Włączyła muzykę.

The end of trauma slowly setting in
My body seems to stop and freeze

Stop
Well I just dance the way I feel
Stop breathing
Imagine none of this is real

Właśnie tak. Nic z tego nie jest prawdziwe i nic z tego nie ma znaczenia. Zaczęła tańczyć. Moje problemy z facetami nie są prawdziwe, moje bezrobocie nie jest prawdziwe, prawdziwe jest tylko to, że teraz tańczę.

Works in Tech 💻 into art, culture and psychology. IG & Quora @alaisontime

Works in Tech 💻 into art, culture and psychology. IG & Quora @alaisontime