- To tylko 3 miesiące. Przyjadę Cię odwiedzić. Nie płacz już. Na pewno będzie super.

- Aaaale… ja będę tak tęsknić… — łzy napływały jej do oczu.

- Uznajmy, że to taka próba dla nas. Myśleliśmy już małżeństwie. Umówmy się, że jak wrócisz to przestaniemy tylko myśleć, ok?

Kochała go tak bardzo. Niedługo miną 3 lata od kiedy się pierwszy raz spotkali. Znali się trochę dłużej, z Kart Losu, ale patrząc w jego oczy, czuła że to nie ma znaczenia, bo będą razem już na zawsze. Odbębni tylko ten staż wewnątrz firmy, 3 miesiące w Chicago. Cieszyła się jak o nim usłyszała, ale dopiero teraz przeżywała, że naprawdę nie zobaczy Maćka przez długi czas. Od kiedy zaczęli się spotykać, widywali się praktycznie codziennie, a teraz to. I jeszcze wspomniał o ślubie. Patrzyła w jego oczy i nie mogła się powstrzymać od szlochania.

Następnego ranka, na lotnisku było jeszcze gorzej. Rozważała czy nie zadzwonić do firmy i nie odwołać tego wszystkiego. Ciekawe, jakie koszty musiałaby ponieść w takiej sytuacji? Na szczęście Maciek był przy niej i odprowadził ją pod bramki zapewniając, że niedługo przyjedzie i że wszystko będzie dobrze.

Nie bała się Stanów, tak naprawdę od długiego czasu chciała wyjechać i zobaczyć pracę w prawdziwym HQ korporacji, tylko ten timing… Gdyby to było rok później może byłoby z Maćkiem już po ślubie i pojechałby z nią? Co ona sobie w ogóle wyobraża, 33 lata a ona zamiast zakładać rodzinę sobie gdzieś jedzie… ale zasłużyła na to. Przed wejściem do samolotu odmówiła jeszcze 11 minutową mantrę ochronną. Może powinna trochę dłuższą? Wystarczy. I tak ledwo była w stanie skupić się na te 11 minut. W torbie podręcznej miała swoje amulety. Jest dobrze zabezpieczona.

Lot przebiegł spokojnie. Obok niej usiadł jakiś gburowaty mężczyzna, z którym nie wymienili ani słowa poza dzień dobry i dziękuję. Obejrzała kilka głupawych filmów, wypiła kilka win i whisky i już zbierali się do lądowania. Lubiła latać sama. Potrzebowała tego czasu dla siebie, nawet jeśli spędzała go podpita gapiąc się w mały ekranik.

Na miejscu, mieszkanie, które zagwarantowała jej korporacja ją olśniło. Mogłaby pomarzyć tylko o takim w Warszawie. Widok na jezioro. Z daleka i trochę przysłonięty budynkami, ale zawsze. Piękne meble. Jej nowy, tymczasowy dom. Miała jet lag, była półprzytomna, ale pomedytowała chwilę i wzięła do ręki tarota. Tasowała długo karty, mając w głowie, że ta którą kartę wybierze, powie jej jak potoczy się najbliższy czas… Może ta… Nie… Ta? Nie… ta! Kochankowie! Czy to o niej i Maćku? Nie, przecież pytała o to co się wydarzy na miejscu! Romans? Tarot nie kłamie. Może jest przemęczona i nie skupiła się wystarczająco mocno? Zaczęła tasować karty ponownie, jeszcze większą uważnością. Skupiła się na intencji. Jaki będzie mój pobyt w Chicago? Jaki? Powoli wybrała kartę i z dużą dozą niepewności ją odwróciła…

- Znów kochankowie!

Tu już nie ma mowy o żadnym błędzie. Zakocha się. Namiętnie. W Chicago pozna swoją miłość! Trochę podekscytowana, trochę jednak smutna z powodu Maćka zaczęła się zbierać do spania. Musi dobrze wyglądać dla tego tajemniczego kochanka!

Wstała o 5 rano. Jet lag ma swoje benefity. Ma cały dzień przed sobą. Jest niedziela. Przejdzie się po okolicy. Pojedzie zobaczyć tę wielką, lustrzaną kulę! Zrobi super zdjęcia na fejsa. Była dobrze zaopatrzona na podróż. 1/3 jej walizki zajmowały ezoteryczne książki. Już dosyć długo przymierzała się do „Zakazanej historii ludzkości”, może dziś jest ten dzień, poczyta w parku. Mieszkała praktycznie w centrum, więc uznała, że mając cały dzień pokręci się piechotą, ewentualnie weźmie metro. Przed wyjściem zadzwoniła na Skype jeszcze do mamy i Maćka i zdała raport ze swojej nudnej, a jednocześnie ekscytującej podróży. W końcu jest w Chicago! Musi kupić kartę SIM, żeby móc z nimi rozmawiać też poza mieszkaniem. Założyła swoją ulubioną sukienkę, wygodne, ale eleganckie buty, ułożyła włosy i nawet zrobiła kreskę na oczach. Tarot dał jej znać czego ma się spodziewać, a ona będzie gotowa. Wyszła. Przemierzała ulice z ciekawością, ale jednocześnie bez pośpiechu, wiedziała, że to jej nowy dom. Lustrowała każdego napotkanego faceta i próbowała z nim nawiązać kontakt wzrokowy. Może to ten? Nie, nawet nie spojrzał. Może ten? Odnajdywanie przeznaczenia może być męczące. Czy zdradziłaby Maćka? Czy chciałaby budować rodzinę z kimkolwiek innym? Nie umiała sobie odpowiedzieć na te pytania, ale skoro to było w gwiazdach, to na pewno się wydarzy.

— — — — — — —

Życie na wyjeździe nie okazało się specjalnie ciekawe. W tygodniu spędzała całe dnie w pracy, chcąc jak najbardziej się wykazać i wracała zmęczona. Weekendy spędzała sama, chodząc czasem do wróżki, która przyjmowała w pobliżu. Niestety, jej znajomi z pracy nie byli zbyt mili, albo tak jak ci w Warszawie nie zaakceptowali jej od pierwszego wejrzenia. Ludzie na mieście, w restauracjach czy muzeach tez mieli dużo dystansu i nie odpowiadali nawet na pytania o drogę. Zaczęła więc więcej gotować i chodzić na siłownię. Piła jeszcze mniej alkoholu, ale więcej czasu spędzała na ezoterycznych forach. Tak jak wcześniej skupiała się tylko na polskiej społeczności, tak teraz brylowała w ezo społeczności światowej. Odpowiadała na pytania, doszkalała się. Prowadziła tak naprawdę samotniczy tryb życia, chociaż nie raz kusiło ją, żeby znów założyć Tindera. Nie dla seksu, dla poznania jakichś ludzi w tym nieprzyjaznym mieście! No i ci Kochankowie… może jednak tarot się myli.. wróżka też nie potwierdziła jej nowej miłości, tylko wspominała o trójce dzieci z obecnym partnerem…

Codzienne pisanie z Maćkiem stało się niemrawym pisaniem co kilka dni. On bardzo chciał wiedzieć co u niej, ale u niej praktycznie nic się nie działo. Miała poczucie, że bywa na nią zły albo podejrzewa o kłamstwa, ale naprawdę jej życie w Stanach było po prostu nudne. Po miesiącu już nie mogła się doczekać aż wróci z powrotem do domu. Tym bardziej, że w międzyczasie Maciek stracił pracę i nie stać go, żeby ją odwiedził. Mogłaby mu kupić bilet, ale nie chciała. I tak pozwala mu mieszkać w swoim mieszkaniu za darmo. Nie może mu za wszystko płacić. Przecież to mężczyzna. To on powinien ją utrzymywać, albo chociaż zarabiać podobnie. Ciągle z tyłu głowy miała Kochanków i punktowała wszystkie słabości Maćka. Nie mógł nawet utrzymać pracy za mniej niż pół jej stawki. Połączył ich horoskop, ale z tym życiu nie byli dopasowani. On, mechanik samochodowy, ona na wysokim stanowisku w korporacji. Była przyzwyczajona, że w restauracjach to ona zawsze płaci, to ona zaprasza go do teatru, musi wybierać tańsze wakacje. Może mogłaby sobie jednak znaleźć kogoś z kim byłaby w bardziej partnerskim związku? Z kim nie obawiała by się, że jak straci pracę to nie wystarczy im do 1-wszego. Z drugiej strony ma już 33 lata, on jest dobrym facetem i po powrocie obiecał jej zaręczyny. Kochanek nie przychodził, ale i tak zdążył namieszać w jej głowie.

Żyła z dnia na dzień, poruszała się praktycznie tylko pomiędzy pracą a domem. W pracy nie układało się jej za dobrze. Nieprzyjaźni współpracownicy, dużo roboty, zapatrzona w siebie managerka. Od startu ukrywała swoje ezoteryczne zainteresowania, nauczona doświadczeniem nie wyjmowała nawet kryształów ze swojej torebki. Była jak intruz. Nikt się nią nie interesował, a całą pracę przesyłali jej mailem, więc równie dobrze mogłaby być w Polsce. Odliczała już dni do powrotu do domu. Na liczniku było 19 kiedy dostała maila od managerki z pytaniem czy chce wziąć udział w dwudniowym szkoleniu. Oczywiście, maila, to nic, że siedzi 4 metry od niej… Szkolenie wydawało się kolejnym korporacyjnym głupstwem i stratą czasu, ale przynajmniej coś się wydarzy i z 19 dni, tylko 17 będzie dokładnie takich samych. Jej wypracowana na miejscu rutyna sprawiała, że czuła się jak 80latka. Po takich szkoleniach zwykle jest integracja. Przynajmniej napije się z jakimiś ludźmi i będzie miała co wrzucić na fejsa. Znajomi ciągle zagadują, żeby opowiadała jak jest, a ona zupełnie nie ma im co na to odpowiedzieć.

Szkolenie było na drugim końcu miasta. W końcu jacyś inni ludzie i odmiana! Ubrała się trochę ładniej niż zwykle i wzięła taksówkę. Pogoda była paskudna. Padało od wczoraj, ona mimo to miała nadzieję, że dziś zdarzy się coś fajnego, może nauczy się czegoś nowego? W końcu to korporacyjne szkolenie dla pracowników HQ, na pewno jest lepsze niż te popłuczyny, które prowadzą HRy w Warszawie.

Dotarła na miejsce, przedstawiła się wszystkim i próbowała ich zagadywać — czy są z HQ, jakie mają rolę, ale nikt nie wydawał się zainteresowany podtrzymywaniem tej rozmowy. Na sali było 10–12 osób, 2 ewidentnie znały się wcześniej i rozmawiały o jakimś wspólnym projekcie, reszta siedziała w telefonach, więc ona też wyciągnęła swój i otworzyła skrzynkę mailową. Mieli się nauczyć jak być lepszymi managerami zespołów. Jak prowadzić ludzi i ich efektywnie słuchać. Co za ironia. Wszystkie te szkolenia są takie same, ale czasem akurat jesteś otwarty na coś innego niż wcześniej, więc zapamiętujesz inny aspekt. Może o to chodzi w uczeniu. Powtarzanie ciągle tego samego, ale pogłębianie zrozumienia. Do Sali wszedł prowadzący. Oniemiała. Jej serce zaczęło bić intensywnie. Przystojny, na oko, około 35 letni facet z Ameryki Południowej, mówiący z odrobiną akcentu. TO ON. Już praktycznie zapomniała o tarocie, ale tarot się nie myli. TO ON. Popatrzyła na inne uczestniczki, wszystkie były w niego wpatrzone. Nic dziwnego. Na pewno nie nauczy się niczego na tym szkoleniu…

Przez większość czasu tępo gapiła się na niego, na jego twarz kiedy coś objaśniał całej grupie, na jego bok czy plecy, kiedy przy pracy indywidualnej tłumaczył coś pojedynczym osobom. Ona nie miała śmiałości o nic zapytać. Bała się, że jakby do niej podszedł to by zamilkła albo powiedziała coś nieodpowiedniego. Kilka razy złapał jej wzrok na sobie, a wtedy zmieszana patrzyła w podłogę. Czuła się jak 12 latka zakochana w nauczycielu. Musi mu jakoś dać znać, że jest zainteresowana. Musi mu jakoś dać znać, że są sobie przeznaczeni. Ale jak ma to zrobić, skoro nawet nie może spojrzeć mu w oczy? Przerwę na lunch spędziła w towarzystwie osób z którymi dzieliła stół. Dużo small talku i rozmów o kierunku rozwoju firmy. Teraz nagle miała poczucie, że wszyscy są rozmowni, a to ona jest w swoim świecie. Tematy, które poruszali ci ludzie zupełnie jej nie obchodziły. Cały czas wypatrywała gdzie poszedł Pedro. Zobaczyła go dopiero po przerwie. Wciąż zupełnie nie słuchała, a on chyba to widział, bo tak jak ona o nic nie pytała, tak on nie pytał jej. Na koniec zajęć pożegnał się informacją, że jutrzejszą część, o budowaniu “diverse”zespołów, poprowadzi ktoś inny. Dodał jedynie, że w razie pytań można się z nim skontaktować i podał dane. Czy on spojrzał na nią wymownie mówiąc to? Czy jej się to przewidziało? Zanotowała adres e-mail i już zaczęła w głowie układać wiadomość, którą mu wyśle. Zastanawiała się czy znaleźć jakiś pretekst, żeby zostać po zajęciach, ale była zbyt speszona. On był zbyt piękny, a ona nie umiałaby nawet z nim porozmawiać. Wyśle maila. Jutro. Nie będzie się zachowywać jak desperatka.

W domu nie mogła przestać o nim myśleć. Zadzwoniła do wróżki, która przyjmuje kilka bloków dalej. Dzisiaj już nie ma terminów, ale jutro rano przyjmie ją awaryjnie. Musi wytrzymać do jutra. Kręciła się po mieszkaniu całe popołudnie i nie mogła znaleźć sobie miejsca. Włączyła telewizję. Same reklamy. Poszła do łazienki wycisnąć sobie pryszcze. Z czerwoną twarzą usiadła znów na kanapie. Może siłownia? Ale teraz ma czerwoną twarz, musi poczekać. Może napisze do Maćka? Wzięła do ręki telefon. 23 nowe e-maile. W Polsce dopiero niedawno zaczęli pracę… Może po prostu popracuje… Przecież ten projekt dla Bvad jest na wykończeniu, na pewno potrzebują jej pomocy. Przeniosła się do komputera i tam zniknęła w gęstwienie maili, w międzyczasie wykonała jeszcze 2 calle z członkami jej zespołu w Warszawie i zanim się wyrwała z tego flow wybiła już 22.

Znów cały wieczór spędziła w pracy, ale w sumie co lepszego miałaby robić. Zrezygnowana odchodziła już od komputera, gdy usłyszała po raz kolejny dźwięk przychodzącego maila. Co znowu? Nie ma już ochoty pracować. Sprawdziła. To od Pedro! Zauważył, że nie zwracała uwagi, ale uznał to, z resztą w pełni słusznie, za komplement i zaprasza ją na kolację. Na kolację! Pójdę z Tobą na kolację Pedro! Pójdę z Tobą na drinki! Pójdę z Tobą do łóżka! Wezmę z Tobą ślub! Zrobię dla Ciebie wszystko!

Tarot nie kłamał. Miłość przyszła, tylko szkoda, że 6 dni przed jej powrotem do Warszawy.

Works in Tech 💻 into art, culture and psychology. IG & Quora @alaisontime